Wspomnienia jastrzębian


powrót »
Specyficzne miasto

UrodziÅ‚em siÄ™ 23 sierpnia 1934 roku w ÅšwiÄ™tochÅ‚owicach. PrzeszedÅ‚em zwyczajowÄ… edukacjÄ™: szkoÅ‚a podstawowa, potem licealna, w 1952 roku zdawaÅ‚em maturÄ™, a potem wstÄ…piÅ‚em do Wyższego ÅšlÄ…skiego Seminarium Duchownego, które wówczas mieÅ›ciÅ‚o siÄ™ w Krakowie, przy Alejach Mickiewicza 3. Tam mieszkaÅ‚em, w tzw. Domesticum. WykÅ‚ady miaÅ‚em na terenie wielu placówek oÅ›wiatowych uczelni. ByÅ‚em studentem WydziaÅ‚u Teologicznego Uniwersytetu JagielloÅ„skiego. W 1954 roku ten wydziaÅ‚ zostaÅ‚ zlikwidowany przez wÅ‚adze PRL-u. W tym czasie byÅ‚em w seminarium. ZaczynaÅ‚o nas Å‚Ä…cznie edukacjÄ™ 50 adeptów, a tylko 25 doszÅ‚o do kapÅ‚aÅ„stwa i zostaÅ‚o wyÅ›wiÄ™conych. 14 sierpnia 1957 roku zostaÅ‚em wyÅ›wiÄ™cony na kapÅ‚ana, przez ksiÄ™dza biskupa Herberta Bednorza. Nasz rocznik byÅ‚ Å›wiÄ™cony „na raty”, ponieważ trzeba byÅ‚o mieć 23 lata, a myÅ›my nawet nie mieli tego wieku. Razem ze mnÄ… wyÅ›wiÄ™ceni byli: ksiÄ…dz Michalik (już nie żyje), ksiÄ…dz Konrad ChÅ‚odek (nie żyje), ksiÄ…dz Liberski (pracuje w Afryce). Nasz biskup ordynariusz, który należy do tego samego rocznika byÅ‚ Å›wiÄ™cony dopiero 21 grudnia. Taki byÅ‚ mój poczÄ…tek duchowieÅ„stwa.

PosÅ‚ano mnie do parafii Kalety im. Åšw. Józefa, gdzie byÅ‚em przez 5 lat. StamtÄ…d dostaÅ‚em siÄ™ do parafii Piotra i PawÅ‚a w Katowicach na stanowisko wikarego, gdzie sÅ‚użyÅ‚em w latach 1962-1968. Później biskup Bednorz mianowaÅ‚ mnie rekolekcjonistÄ… diecezjalnym i prowadziÅ‚em w Panewnikach ÅšlÄ…skich zamkniÄ™te rekolekcje od poniedziaÅ‚ku do czwartku, a w niedzielÄ™ jeździÅ‚em po parafiach i werbowaÅ‚em ludzi. Sam pisaÅ‚em sobie pracÄ™ magisterskÄ…, z wÅ‚asnej inicjatywy. Skoro nie byÅ‚o wydziaÅ‚u to nie miaÅ‚em możliwoÅ›ci ukoÅ„czenia studiów specjalistycznych. Moim promotorem byÅ‚ ksiÄ…dz profesor Piwowarski i miaÅ‚em jÄ… bronić w 1981 roku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i wtedy mnie biskup Bednorz zawezwaÅ‚ i ustanowiÅ‚ proboszczem w JastrzÄ™biu. I tak od 1971 roku do 1974 peÅ‚niÅ‚em funkcjÄ™ proboszcza w KoÅ›ciele Sw. Katarzyny. ByÅ‚o to specyficzne miasto, wybudowane w reżimie i „zbieraÅ„stwie” ludnoÅ›ci z caÅ‚ej Polski. WiedziaÅ‚em jednak tylko tyle, że w JastrzÄ™biu jest jeden koÅ›cióÅ‚ek pod wezwaniem Å›w. Katarzyny i OpatrznoÅ›ci Bożej, do którego przynależy 65 tys. ludzi. Obecnie jest pięć parafii, a wtedy nie byÅ‚o nic. PrzecieraliÅ›my ludziom Å›cieżkÄ™ do koÅ›cioÅ‚a. Przed tym objÄ™ciem parafii pojechaÅ‚em do Lublina obronić tytuÅ‚ magisterski.

ZaczynaÅ‚em wszystko od podstaw. Na poczÄ…tku byÅ‚o tylko dwóch wikarych: ksiÄ…dz StanisÅ‚aw PÅ‚aza i ksiÄ…dz Piotr Polaczek (już nieżyjÄ…cy). OrganizowaliÅ›my różnego rodzaju pomieszczenia, by stworzyć miejsce dla tej rzeszy ludzi. PrzykÅ‚adowo: z obory zrobiliÅ›my kaplicÄ™, z chlewików organizowaliÅ›my salki katechetyczne. GdzieÅ› trzeba byÅ‚o ludzi pomieÅ›cić. W każdÄ… niedzielÄ™ mieliÅ›my przecież 25 chrztów! MusiaÅ‚em zatrudnić aż 3 osoby w kancelarii do pomocy, przecież zastaÅ‚em koÅ›cióÅ‚ zupeÅ‚nie opuszczony, nie byÅ‚o komu archiwizować danych. Dziekanem byÅ‚ wówczas ksiÄ…dz Anzelm Skrobol – on daÅ‚ mi prefabrykaty, by wybudować kolejne elementy parafii. Ale zawsze byÅ‚ ktoÅ›, kto donosiÅ‚ do ówczesnych wÅ‚adz o naszych poczynaniach, dlatego mieliÅ›my czÄ™ste kontrole. W ten czas w JastrzÄ™biu byÅ‚y zbudowane dwa osiedla, ale nie miaÅ‚y koÅ›cioÅ‚a. 40 minut trzeba byÅ‚o iść przez bagna by wziąć udziaÅ‚ w mszy. Wtedy puÅ›ciÅ‚em „kaczkÄ™ dziennikarskÄ…”: rzekomo pomiÄ™dzy blokiem 5 i 6 mielibyÅ›my wybudować koÅ›cióÅ‚. NiedÅ‚ugo po tym przyszli paÅ„stwo Trybuchowscy, którzy należeli do Rady Duszpasterskiej z informacjÄ…, że przez caÅ‚Ä… noc mieli oÅ›wietlonÄ… ul. WielkopolskÄ…. WÅ‚adze myÅ›laÅ‚y, że tam bÄ™dzie budowany koÅ›cióÅ‚!

Ludzi, wiernych byÅ‚o bardzo dużo i trzeba byÅ‚o sobie z tÄ… iloÅ›ciÄ… jakoÅ› radzić przy bardzo maÅ‚ych możliwoÅ›ciach personalnych i kiepskich warunkach lokalowych. Przy ul. Åšrednicowej byÅ‚a kapliczka pod wezwaniem Å›wiÄ™tego Jana Nepomucena, tak duża, że tylko figura mieÅ›ciÅ‚a siÄ™ w tej kapliczce. To byÅ‚a kapliczka jeszcze sprzed wojny, bardzo stara. ByÅ‚a też pani Matera, zwana „MaterkÄ…”, która opiekowaÅ‚a siÄ™ tÄ… kapliczka i tego Nepomucena tak, jak potrafiÅ‚a malowaÅ‚a. Biskup poradziÅ‚, bym tam zaczÄ…Å‚ odprawiać msze. Ale nie można byÅ‚o w KoÅ›ciele Serca Pana Jezusa, ani u nas ogÅ‚osić tej informacji, bo masowe zgromadzenia byÅ‚y nielegalne. Msze w ogóle byÅ‚y nielegalne. KsiÄ…dz Basiak byÅ‚ wówczas moim wikarym, razem z ksiÄ™dzem KozyrÄ…. RozpowiedzieliÅ›my razem o tym, że przy kapliczce bÄ™dzie msza Å›wiÄ™ta. To byÅ‚o w roku 1972. Już w pierwszÄ… niedzielÄ™ po „pantoflowym” rozpuszczeniu informacji zebraÅ‚a siÄ™ o 9 rano setka ludzi! ObawiaÅ‚em siÄ™, jak nagÅ‚oÅ›nić takÄ… mszÄ™, ale ludzie byli bardzo pomocni. PrzynieÅ›li akumulatory ze starych fiatów i jakieÅ› prymitywne mikrofony. Wtedy okreÅ›liÅ‚em jasno, że co niedzielÄ™ bÄ™dzie odprawiana msza przy kapliczce, zastosowaÅ‚em też przy tym wybieg mówiÄ…c, że jest to specjalnie organizowane dla osób chorych i niepeÅ‚nosprawnych. OczywiÅ›cie – to byÅ‚o tylko ogÅ‚oszenie, a przychodzili wszyscy, bo byÅ‚o znacznie bliżej i wygodniej. W niedzielÄ™ uczestniczyÅ‚o we mszy tysiÄ…c, dwa tysiÄ…ce ludzi. Później nawet już trzy tysiÄ…ce wiernych. Przecież nie zmieÅ›ciliby siÄ™ oni w żadnym koÅ›ciele, w żadnej stodole, czy chlewiku.

PamiÄ™tam pierwszÄ… pasterkÄ™, w 1972 roku. PoprosiÅ‚em ksiÄ™dza biskupa Kurpasa by przyszedÅ‚ jÄ… odprawić. Ludzi z kolei poprosiÅ‚em, by przynieÅ›li pochodnie. Wiernych przyszÅ‚o bardzo dużo, bo widzieliÅ›my wyraźnie nawet 200 metrów. NagÅ‚oÅ›niliÅ›my to dość dobrze. Kiedy biskup zaczÄ…Å‚ homiliÄ™ jakiÅ› esbek zaczÄ…Å‚ krzyczeć: „wynoÅ›cie siÄ™ stÄ…d do koÅ›cioÅ‚a, to nie wasze miejsce”. PamiÄ™tam tylko, jak wziÄ™to go pod ramiona i wyniesiono. Tak ludzie byli za mnÄ…, stanÄ™li w obronie koÅ›cioÅ‚a i nawet trzeba byÅ‚o ich uspokajać, bo byli zdolni do wielu czynów, by bronić swojego prawa do wiary.

DÅ‚ugo trwaÅ‚o zanim zdobyliÅ›my zgodÄ™ na wybudowanie nowego koÅ›cioÅ‚a. WÅ‚adza już obawiaÅ‚a siÄ™ tego, bo widziaÅ‚a, jak ludzie domagajÄ… siÄ™ o nowe obiekty Å›wiÄ™te. Masa, rzesza pracowników kopalni domagaÅ‚a siÄ™ otwartego życia duchowego. Jednak wciąż nam odmawiano pozwolenia na budowÄ™. To miaÅ‚o być miasto socjalistyczne, gdzie nie ma koÅ›cioÅ‚a. Nie byÅ‚o nawet rynku, miejsca dla ludzi, na wolny ich czas. Tu miaÅ‚ panować socjalizm, nowe rzÄ…dy. Robotnicy do pracy, żadnych wolnych sobót, czy niedziel, pominiÄ™cie wyższych potrzeb czÅ‚owieka. Chcieli stworzyć miasto niewolnicze.

PosyÅ‚aliÅ›my masÄ™ pism do urzÄ™dów z proÅ›bÄ… o wybudowanie koÅ›cioÅ‚a, ale nie byÅ‚o żadnej reakcji. Jednak w 12 salkach, stworzonych prowizorycznie z chlewików i innych pomieszczeÅ„ gospodarczych uczyliÅ›my dzieci. MiaÅ‚em z tego powodu wiele nieprzyjemnoÅ›ci. Co chwila upominano mnie, że muszÄ™ zburzyć te pomieszczenia. Jednak wykpiÅ‚em siÄ™ tym, że to nie ja budowaÅ‚em, tylko ludzie. Wielu tych, którzy „w czynie spoÅ‚ecznym” pomagali podczas budowy nowych obiektów, a dokÅ‚adniej ich aranżacji na pomieszczenia parafialne przymkniÄ™to, to jest osadzono na jakiÅ› czas w wiÄ™zieniu. Ale szybko ich wypuszczono. KsiÄ…dz biskup wówczas poradziÅ‚ mi, by podać nazwiska wszystkich księży dekanatu. PodaÅ‚em wszelkie dane osób z naszego dekanatu, a nawet spoza niego, którzy nam naprawdÄ™ pomagali.

Nawet kolÄ™da wymagaÅ‚a dodatkowego nakÅ‚adu ludzi, na 65 tysiÄ™cy ludzi byÅ‚o tylko trzech księży. ZaangażowaÅ‚em księży z okolic JastrzÄ™bia, by pomogli w kolÄ™dzie. Przez dwa miesiÄ…ce wspólnie obchodziliÅ›my caÅ‚e miasto, a ludzie byli bardzo chÄ™tni do kolÄ™dy. Byli zainteresowani koÅ›cioÅ‚em i byli przekonani, że msze przy kapliczce odbywajÄ… siÄ™ za zgodÄ… paÅ„stwa. SpoÅ‚eczeÅ„stwo jastrzÄ™bskie bardzo pragnęło wiary, koÅ›cioÅ‚a. Jasno wyrażali siÄ™ w tej kwestii – potrzebujemy miejsca spotkaÅ„. Przecież na msze koÅ‚o kapliczki przychodziÅ‚o tysiÄ…ce ludzi, którzy tam poznawali siÄ™, wspólnie jednoczyli! Ponadto to byÅ‚o jedyne poÅ‚Ä…czenie pomiÄ™dzy WodzisÅ‚awiem a Katowicami i dlatego ludzie, którzy podróżowali musieli zatrzymywać pojazdy i znów narzekali na nas, bo nie mogli gÅ‚ównÄ… trasÄ… siÄ™ przemieszczać w godzinach mszy. Jednego razu wezwano policjÄ™ w czasie, gdy odprawialiÅ›my mszÄ™. DonieÅ›li, że ulica jest nieprzejezdna. Milicjanci prosili w pewien sposób o uÅ‚atwienie przejazdu, ale nie mieli żadnej mocy. Na setki lub tysiÄ…ce osób nie mieli żadnej siÅ‚y przebicia. Szybko odeszli z tego miejsca, nie widzÄ…c powodów do dalszej interwencji.

OczywiÅ›cie niejednokrotnie byÅ‚em wzywany na przesÅ‚uchania. WezwaÅ‚ mnie kiedyÅ› Myszka, razem z ksiÄ™dzem Skrobolem w 1974 roku. Wezwano mnie do Sadu Powiatowego (JastrzÄ™bie podlegaÅ‚o pod WodzisÅ‚aw ÅšlÄ…ski) i ksiÄ…dz Skrobol, jako dziekan. SÄ™dzia nazywaÅ‚ mnie „oskarżonym”. Za jedno nielegalne zgromadzenie groziÅ‚o mi 5 lat wiÄ™zienia, a ja prowadziÅ‚em od 1972 roku te „nielegalne zgromadzenia” co niedziela. Gdybym zostaÅ‚ skazany to na pewno na dożywocie, bo za takÄ… ilość mszy, po podliczeniu, otrzymaÅ‚bym wyrok w setkach lat. Nagle do sÄ™dziego przyszedÅ‚ jakiÅ› pan i coÅ› szeptaÅ‚ mu do ucha. SÄ™dzia nagle zaczÄ…Å‚ mi mówić „księże proboszczu”. ZrozumiaÅ‚em, że coÅ› musiaÅ‚o siÄ™ stać. Po JastrzÄ™biu poniosÅ‚a siÄ™ plotka, że zamkniÄ™to ksiÄ™dza Podlewskiego i ksiÄ™dza Skrobola. A wÅ‚adza bardzo siÄ™ tego baÅ‚a, bo oznaczaÅ‚oby to zapewne niepokoje w spoÅ‚eczeÅ„stwie. Automatycznie mnie wypuszczono, wraz z dziekanem. Chciano mnie nawet odwozić na parafiÄ™ i podkreÅ›lono, żebym koniecznie pokazaÅ‚ siÄ™ wieczorem na ambonie.

Biskup mi zapowiedziaÅ‚, żebym zawsze dzwoniÅ‚ do niego nawet w Å›rodku nocy, jeÅ›li wyniknęłyby jakieÅ› problemy. UstaliliÅ›my sygnaÅ‚ w razie, gdyby coÅ› zÅ‚ego siÄ™ dziaÅ‚o – miaÅ‚y rozdzwonić siÄ™ dzwony. Pewnej nocy, okoÅ‚o godziny 1.00 przyszÅ‚a na parafiÄ™ setka ludzi, może wiÄ™cej. Mieli ze sobÄ… widÅ‚y, narzÄ™dzia do walki. Ja natychmiast oÅ›wieciÅ‚em caÅ‚e probostwo i ubraÅ‚em sutannÄ™. MiaÅ‚em wtedy wówczas 10 wikarych, którzy spali „po ludziach”, czyli korzystali z goÅ›cinnoÅ›ci wiernych. Wszyscy zeszliÅ›my na probostwo. ByÅ‚ tam wóz strażacki, na którym siedzieli ubecy. Ludzie wtedy stanÄ™li za nami murem, górnicy grozili nawet, że nie zjadÄ… na dóÅ‚. Dla ówczesnej wÅ‚adzy to byÅ‚o bardzo groźne ostrzeżenie. Widać byÅ‚o poparcie ludzi, którzy żądali nowego koÅ›cioÅ‚a, domagali siÄ™ go, odgrażajÄ…c siÄ™ strajkami. To byÅ‚ 1974 rok. Nasze koÅ›cielne pisma w sprawie wybudowania koÅ›cioÅ‚a, pisane do wojewody ZiÄ™tka nie przynosiÅ‚y jak dotychczas żadnych rezultatów.

14 maja 1974 roku przyszÅ‚o zawiadomienie, że zezwolono na budowÄ™ koÅ›cioÅ‚a i parafii. KsiÄ…dz Bednorz to ogÅ‚osiÅ‚ w naszym koÅ›ciele oraz na osiedlu. Jak siÄ™ okazaÅ‚o mieliÅ›my zezwolenie na budowÄ™, ale nie mieliÅ›my lokalizacji i od razu wysÅ‚aliÅ›my pismo z proÅ›bÄ… o lokalizacjÄ™. Jak to można przewidzieć wyznaczyli nam teren na bagnie, gdzie nie można byÅ‚o wcale postawić koÅ›cioÅ‚a. PrzyjechaÅ‚ w ten czas po mnie ksiÄ…dz Bednorz w czasie, gdy prowadziÅ‚em lekcjÄ™ katechezy. PowiedziaÅ‚, że musi zabrać mnie do urzÄ™dów, by zaÅ‚atwić lokalizacjÄ™. Ale byÅ‚ skrupulatny i nie pozwoliÅ‚ na przerwanie religii (Å›miech) i na szczęście pojawiÅ‚ siÄ™ ksiÄ…dz Ludziarczyk, który mnie zastÄ…piÅ‚. PojechaliÅ›my do UrzÄ™du Powiatowego w WodzisÅ‚awiu ÅšlÄ…skim. KsiÄ…dz Bednorz przedstawiÅ‚ siÄ™, jako biskup katowicki i prosiÅ‚ o spotkanie z sekretarzem. OczywiÅ›cie odmówiono mu, tÅ‚umaczÄ…c siÄ™ spotkaniem partyjnym. Ale postawiÅ‚ sprawÄ™ jasno, że ma maÅ‚o czasu i może oczekiwać zaledwie 15 minut, inaczej sobie pójdzie. Jak widać liczono siÄ™ jednak z siÅ‚Ä… koÅ›cioÅ‚a bo nawet 15 minut nie czekaliÅ›my. ZasiedliÅ›my na dużej Sali, gdzie wojewódzki urzÄ™dnik odruchowo zapaliÅ‚ i wÅ‚Ä…czyÅ‚ podsÅ‚uch. Przedstawiono mnie jemu, jako „fajnego chÅ‚opa”, chociaż wiadomo byÅ‚o, jak nielegalnie organizowaÅ‚em życie koÅ›cioÅ‚a. Przecież nielegalna byÅ‚a moja katechizacja, moje salki przykoÅ›cielne, moje spotkania na mszy przy kapliczce, moje nauki dzieci – wszystko co robiÅ‚em, byÅ‚o uznawane za nielegalne. Bednorz jednak miaÅ‚ niesamowite sposoby, by nawet gnÄ™bić ludzi z urzÄ™dów Najpierw zaczÄ…Å‚ mówić do niego po francusku (znaÅ‚ cztery jÄ™zyki), później po angielsku, ale nie byÅ‚o żadnej reakcji. PrzeszedÅ‚ na niemiecki, ale też nie rozumiaÅ‚ zbytnio PrzeprowadziÅ‚ rozmowÄ™ w kilku jÄ™zykach, by tylko naczelnik podpisaÅ‚ przygotowany przez niego dokument, w którym oznaczyÅ‚ nowÄ… lokalizacjÄ™. Bednorz wiedziaÅ‚, że podpisze, za bardzo wÅ‚adza obawiaÅ‚a siÄ™ ludu, a ten nawet nie wiedziaÅ‚ co podpisywaÅ‚.

W poÅ‚owie maja ogÅ‚osiliÅ›my, że wszyscy księża zaÅ‚ożą ubrania robocze i razem z ludźmi zacznÄ… budować koÅ›cióÅ‚. ByÅ‚o to w okoÅ‚o poÅ‚owie maja. OkoÅ‚o tydzieÅ„ po tym zdarzeniu zostaÅ‚em przeniesiony do Krakowa na stanowisko ojca duchownego. PrzyszedÅ‚ po mnie ksiÄ…dz Czernecki, w okolicach sierpnia 1974 roku - dalej kontynuowaÅ‚ msze przy kapliczce.

W tamtym czasie potrzebowaÅ‚em mieć 14 wikarych, by poradzić sobie z obowiÄ…zkami. Zawsze jeden ksiÄ…dz odprawiaÅ‚ msze, a drugi spowiadaÅ‚. WysyÅ‚aÅ‚em w niedzielÄ™ księży do chlewika, na osiedle, jednego do stodoÅ‚y… Zawsze byÅ‚o masÄ™ pracy i szalone kÅ‚opoty z dostaniem księży. Chociaż mieliÅ›my jednego ksiÄ™dza, który nigdy nie jechaÅ‚ na wyznaczony mu teren, ponieważ chciaÅ‚ dostać paszport. Księża nie mieli prawa do wyjazdu, wiÄ™c ten jeden zostaÅ‚ zwerbowany, w zamian za co otrzymaÅ‚ przepustkÄ™ za granicÄ™.

Kiedy byÅ‚o zezwolenie na budowÄ™ wiedziaÅ‚em już, kto bÄ™dzie moim zastÄ™pcÄ…, ale nie mogÅ‚em tego powiedzieć. Wówczas biskup wpadÅ‚ na pomysÅ‚ by na okres budowy koÅ›cioÅ‚a diakoni jechali kolÄ™dować do JastrzÄ™bia, a ja miaÅ‚em być ich orÄ™downikiem, kierownikiem duchowym. W ten czas 55 księży wychodziÅ‚o na kolÄ™dÄ™, a jeden z księży tylko rozdzielaÅ‚ poszczególne trasy, byÅ‚ koordynatorem. Jeden kleryk, nie diakoniczny, otrzymaÅ‚ polecenie by także odprawiać kolÄ™dÄ™. Strasznie siÄ™ baÅ‚, ale już w pierwszej rodzinie go bardzo serdecznie przywitano i stwierdzono, że jest ksiÄ™dzem kanonikiem, ponieważ miaÅ‚ bardzo duży brzuch.

Ludzie dawali ofiary na kolÄ™dach. Księża znosili datki z ofiar, które byÅ‚y bardzo duże i wrzucali je do wielkiej skrzyni. Ludzie czuli siÄ™ wolni podczas kolÄ™dy, mieli chwilÄ™ odetchnienia od codziennego kieratu. Przyjmowano księży bardzo serdecznie, wszyscy cieszyli siÄ™ z tego, że mogÄ… przyjąć ksiÄ™dza. To byÅ‚a też manifestacja, okreÅ›lenie sacrum ludu, który zachowaÅ‚ „coÅ› dla siebie”.

Do JastrzÄ™bia przyjechali ludzie przede wszystkim z wiosek caÅ‚ej Polski. Wiadomo, że każda rodzina z różnych spoÅ‚ecznoÅ›ci, pochodzÄ…cych z różnych terenów Polski miaÅ‚a inne oczekiwania wzglÄ™dem księży, ale potrzebowali ich bardzo.

Gdziekolwiek wchodziÅ‚ komunizm to natychmiast likwidowano koÅ›cioÅ‚y. Gromadne zgromadzenie byÅ‚o wÅ‚adzy nie na rÄ™kÄ™. Nie zgadzaÅ‚o siÄ™ to z ideaÅ‚ami socjalizmu. MiaÅ‚o nie być ani jednego koÅ›cioÅ‚a, bo uczy wolnoÅ›ci i daje czÅ‚owiekowi wolnÄ… wolÄ™. A powstaÅ‚o aż tyle: pierwsza parafia, która powstaÅ‚a to byÅ‚a Matki KoÅ›cioÅ‚a, potem parafia MiÅ‚osierdzia Bożego, potem Podwyższenia Krzyża, nastÄ™pnie Matki MiÅ‚oÅ›ci i SprawiedliwoÅ›ci SpoÅ‚ecznej. KoÅ›cioÅ‚y rosÅ‚y, jak grzyby po deszczu (Å›miech). PoczÄ…tkowo byÅ‚y to tylko baraki, surowe pomieszczenia, które sÅ‚użyÅ‚y, jako niezbÄ™dne przestrzenie koÅ›cielne. Symboliczny byÅ‚ koÅ›cióÅ‚ „na górce”, górujÄ…cy ponad caÅ‚ym miastem. PoczÄ…tkowo droga do tego koÅ›cioÅ‚a byÅ‚a tragiczna, zmuszono wÅ‚adzÄ™, by wybudowaÅ‚a drogÄ™ solidnÄ…. Wciąż przeszkadzano nam, w czasie budowy kolejnych elementów koÅ›cioÅ‚a wÅ‚adze ówczesne próbowaÅ‚y wszystko utrudniać.

Od spraw budowy byÅ‚ ksiÄ…dz Antoni Stych. Milicja strasznie siÄ™ go baÅ‚a. On byÅ‚ doskonale zorientowany w sprawach budowlanych i miaÅ‚ odwagÄ™, by nie tylko o wszystko prosić, a wrÄ™cz wymagać. Trzeba też zwrócić uwagÄ™, że w tym czasie zaczÄ…Å‚ siÄ™ organizować opór spoÅ‚eczny. Z czasem niepokoje spoÅ‚eczne zaczęły narastać, domagano siÄ™ wolnej niedzieli, gdy tymczasem nie byÅ‚a ona dniem wolnym od pracy. Później, w 1980 roku, kiedy wybucha bunt księża sÅ‚użą górnikom i wspierajÄ… ich duchowo, udzielajÄ… spowiedzi na kopalniach i sÄ… bardzo pomocni przy „zaÅ‚atwianiu” nawet najmniejszych problemów. W czasie stanu wojennego koÅ›cióÅ‚ „na górce” staÅ‚ siÄ™ oÅ›rodkiem oporu spoÅ‚ecznego. Jest to fenomen, który siÄ™ zdarzyÅ‚ w JastrzÄ™biu. W 1988 roku znów „na górce” gromadzÄ… siÄ™ ludzie, którzy strajkujÄ… przeciwko wÅ‚adzy. Przecież księża musieli coÅ› robić, bo widzieli, jak bardzo to jest potrzebne. CieszyliÅ›my siÄ™, że mieliÅ›my prawie wszystkich ludzi za sobÄ…. Polacy sÄ… oporni, zadziorni i wtedy nie wszyscy chodzili z wielkiej religijnoÅ›ci do koÅ›cioÅ‚a, a czÄ™sto tylko po to, by dopiec ówczesnej wÅ‚adzy. Na zÅ‚ość Å›piewali i podkreÅ›lali przynależność do koÅ›cioÅ‚a. W czasie, gdy caÅ‚a agentura pracowaÅ‚a na to, by stworzyć „nowego czÅ‚owieka”, pokornego, wrÄ™cz otÄ™piaÅ‚ego, Å›lepo wykonujÄ…cego polecenia partii. Tutaj jednak zwyciężyÅ‚ czÅ‚owiek, duża w tym zasÅ‚uga koÅ›cioÅ‚a. Wielu później przestaÅ‚o praktykować, ale w tym okresie spoÅ‚eczeÅ„stwo wiedziaÅ‚o, że koÅ›cióÅ‚ jest jedynÄ… siÅ‚Ä…, która może siÄ™ przeciwstawić wÅ‚adzy. Ludzie byli bardzo zawziÄ™ci, stali w mrozie, nie patrzyli na warunki tylko szli gromadnie do koÅ›cioÅ‚a. MieliÅ›my wiele wzruszajÄ…cych sytuacji.

Kiedy trzeba byÅ‚o wysÅ‚ać delegacjÄ™ do ZiÄ™tka zgÅ‚osiÅ‚o siÄ™ trzech mężczyzn o bardzo wysokim wyksztaÅ‚ceniu i peÅ‚nionych funkcjach zawodowych. Kiedy pojawili siÄ™ u niego i zapowiedziano, że sÄ… to delegaci z JastrzÄ™bia natychmiast ich wpuszczono. ZiÄ™tek pokazaÅ‚ im wtedy list, który dostaÅ‚ ode mnie, który szczegóÅ‚owo opisywaÅ‚ warunki, w jakich mieszkaÅ„cy spÄ™dzali godziny koÅ›ciele. Ponadto zdjÄ™ciami udokumentowaÅ‚em, jak wyglÄ…da droga. Ale nasza delegacja stanęła za nami mówiÄ…c, że to jeszcze zbyt delikatnie napisany list.

Ludzie stali za księżmi, za koÅ›cioÅ‚em. Nikt nie mógÅ‚ tego zignorować. Nie można byÅ‚o zlekceważyć tak ogromnej siÅ‚y, która gromadziÅ‚a caÅ‚Ä… rzeszÄ™ ludzi, potrzebujÄ…cych kierownictwa. CaÅ‚y aparat, który pilnowaÅ‚ tego, by ludzie nie stali siÄ™ wolno-myÅ›lÄ…cymi osobami nie byÅ‚ w stanie pokonać koÅ›cioÅ‚a. Trzeba wspomnieć, że nigdy nikt nie namawiaÅ‚ mnie do przejÅ›cia na przeciwnÄ… stronÄ™. Chociaż wielokrotnie „odwiedzano mnie” i inwigilowano moje dziaÅ‚ania, to jednak ominęły mnie wiÄ™ksze represje. I chociaż donoszono nieustannie na wszystkich kapÅ‚anów mieli oni niesamowitÄ… siÅ‚Ä™ i charyzmÄ™. Musieli być rzeczywistÄ… ostojÄ… dla koÅ›cioÅ‚a oraz dla ludzi.


Opracowanie: Paulina Krachało, Andrzej Kamiński
 




Ks. Czesław Podleski
powrót »